Qvo vadis, esporcie?

W życiu każdego człowieka przychodzi moment, w którym musi się zatrzymać, przemyśleć swoje życie, wyznaczyć sobie nowe cele. Bez ambicji i motywacji nie można działać skutecznie. Esport jako zjawisko społeczne tworzą przede wszystkim ludzie, a więc i on powinien mieć chwilę na złapanie oddechu i autorefleksję. Podstawowe pytanie, jakie powinniśmy sobie zadać, to: w którym kierunku chcemy zmierzać?

Kilka dni temu serwis Counter-Strike.pl opublikował notkę o “petycji” skierowanej do Ministra Sportu i Turystyki. No, właściwie to “petycja” skierowana była do Ministra Sportu, chociaż takiego w ogóle w Polsce nie mamy – jednak akurat ten błąd to pikuś w porównaniu do chociażby fabryk kopalni… No, ale ja nie o tym. “Petycja” rozpoczęła na nowo dyskusję o formie prawnej sportów elektronicznych w Polsce. Dyskusja to chyba też zbyt mocne słowo, bo opinie były raczej jednostronne – esport musi zostać dyscypliną sportową. Po co i na co to komu – takie opinie nie były w stanie przebić się przez tłum młodych ekspertów.

I to właśnie mnie martwi. Zupełna nieświadomość społeczności esportowej w kwestiach formalno-prawnych, instytucjonalnych i – przede wszystkim – politycznych. Wielu zwolenników formalizacji (mam na myśli wpisanie esportu/gamingu na listę dyscyplin sportowych w odpowiedniej ustawie; termin utworzyłem sam bo nie mogłem znaleźć pasującego słowa) uważa, że proces ten jak dotknięcie magiczną różdzką uczyni z Polski drugą Irlandie… o, przepraszam, Koreę :). Albo chociaż Danię. Na pytanie “co takiego się zmieni po formalizacji? odpowiedzą: przyjdą sponsorzy, będzie więcej turniejów, większa kasa do wygrania. Czy to jest prawda? Czy będzie lepiej? Jest tylko jeden sposób, żeby to sprawdzić – wprowadzić słowo w czyn. Jednak zanim to zrobimy dobrze się zastanówmy.

Esport na pewno potrzebuje międzynarodowej, niezależnej od innych podmiotów organizacji zrzeszającej reprezentantów/delegatów z krajów członkowskich. Takie FIFA czy FIS, ale od gamingu. Nawet wpadła mi do głowy nazwa – FIESTA (Federal International Electronic SporTs Assocation) ;). Organizacja taka powinna zrzeszać krajowe związki. I tutaj zaczynają się schody. “Najpopularniejszy” z polskich związków sportowych – piłkarski (PZPN) to jedno z największych siedlisk korupcji w Polsce, nazywa często jest ostatnim bastionem PRLu. Nie inaczej jest w innych, wydawałoby się “czystszych”, związkach – narciarskim, siatkarskim. Można winę za taki stan rzeczy zwalać na poprzedni system, który promował korupcję i “układziki”, w którym kto nie kombinował, ten nie żył. Można wreszcie obwiniać generację peerelowską, która do dzisiaj żyje z dojenia państwa. Teraz spórzmy na siebie. Czy jesteśmy lepsi? Ostatnie tygodnie to ciągła nagonka na PGS, wtopa reprezentacji w meczu przeciwko Węgrom (po której rozpętała się “burza ogniowa” – flame war – na większości portali o CSie), trwająca od lat walka CS 1.6 z CSSem. Na scenie najbardziej błyszczą Ci, którzy – nie mogąc wykazać się umiejętnościami – najlepiej plują kwasem. Nie mówię już o zakulisowych gierkach, bo nigdy aż tak głęboko się w esport nie wgłębiałem, ale opinie z wiarygodnych źródeł też niejakie mam.

Maluję dosyć smutną perspektywę, ale przecież wiemy, że mimo wszystko esport to promocja sukcesu, to walka o zwycięstwo, to POZYTYWNE emocje. Dlatego warto się o niego starać.

I dlatego nie warto mieszać w niego państwa. Brudne układy i koneksje, utworzone przez PRL a kontynuowane przez Polskę dzisiejszą mogą skazić wszystko – także esport. Nie dajmy się zwariować – własny “związek sportowy” – chociaż nie w formie takiej, jak wcześniej wspominane PZNP czy PZN – jest możliwy do stworzenia. Początki tej pracy są już wykonane – podwaliny pod jego budowę postawili założyciele PSSE (Polskie Stowarzyszenie Sportu Elektronicznego). W którym kierunku pójdą – formalizacji czy pozarządowości? Wierzę, że wybiorą ten drugi.

Bedąc organizacją pozarządową nadal można kreować esport ogólnopolski. Można koordynować struktury lokalne, tworzyć turnieje, ligi. Nie oszukujmy się – nawet formalizacja i stworzenie Polskiego Związku Sportów Elektronicznych nie przyniosłoby wiele. Podstawą każdego takiego związku są “tereny” (struktury lokalne) – bez nich organizacja nie może działać. Nie ma też co wierzyć w bajki typu “przyjdą sponsorzy” i “będą turnieje” – na to wszystko musimy sobie zapracować sami. Sponsorowi zależy na reklamie, a nie “dobrze narodu”. Jeśli widzi potencjalny target, to stara się go pozyskać. Żeby pozyskać więcej esportowców nie trzeba wpisywać gamingu na listę dyscyplin sportowych – wystarczy go popularyzować w społeczeństwie, stawiać nacisk na konkurencję, na fair-play.Bez tego nawet państwowa interwencja nic nie zmieni – no chyba, że chcecie mieć esport na poziomie Orange Ekstraklasy.

Na koniec wrócę jeszcze do przykładów Korei i Danii. Co zadecydowało o sukcesie esportu? Czemu infrastruktura jest tam tak dobra? Jedno słowo – gospodarka. PKB per capita w tych krajach na początku XXI wieku kilkakrotnie przewyższało poziom Polski. W ekonomii nie wygrywa się losu na loterii. Liczy się tylko ciężka praca. Bez koniecznych zmian nigdy nie dogonimy nie tylko Zachodu, ale też Dalekiego Wschodu. W najsilniejszych gospodarkach świata – Stanów Zjednoczonych, Chin i Japonii – bardzo duża część wydatków publicznych przeznaczana jest na inwestycję – zarówno w technologie, jak i w edukację. Natomiast w Polsce wzrost gospodarczy przejadany jest przez górników, lekarzy, nauczycieli i wszystkich tych, którzy uważają, że “im się należy”. Nie pozwólmy Polsce zjechać na boczny tor, nie dajmy esportowi umrzeć. Do nas należy przyszłość. Nie wierzmy w cuda – weźmy się po prostu do pracy!

Podziel się!