Z ostatniej (prawie…) chwili :)

Sporo osób pewnie czeka na dalszy ciąg relacji, która urwała się ponad dwa tygodnie temu. Bardzo mi przykro, ale niestety w większości przypadków rady nie dawał Internet. W Nepalu natomiast po zaledwie dwóch dniach wyruszyliśmy w wysokie Himalaje, w związku z czym o połączeniu ze światem nie mogło być mowy.

W chwili obecnej znajdujemy się w Katmandu, stolicy Nepalu. Pogoda wyjątkowo deszczowa. Ja niestety nadal kuruję się z choroby złapanej w górach (jestem na antybiotykach ale najgorsze już zdecydowanie za mną). I właśnie z powodu choroby relacji z Nepalu w takiej samej formie jak z Indii nie będzie. Sukces osiągnęliśmy nieco zbyt wysokim kosztem. Na razie zostanie to między nami, natomiast mogę podzielić się w tej chwili kilkoma zdjęciami (na więcej niestety nie pozwala łącze :/)… Czytaj dalej Z ostatniej (prawie…) chwili 🙂

Trip2India – Pechowa Trzynastka

Dzień 13 – NIECO pechowy – 25.07.2011 – Khecheoparli → Yuksom

Cały poprzedni wieczór i noc padało, co zgodnie ze słowami Deepena miało zwiastować dobrą pogodę następnego dnia. Liczyliśmy więc, że może nam się udać zobaczyć Kandżezongę o wschodzie słońca – podobnie jak dzień wcześniej w Pelling (liczyliśmy, nie zobaczyliśmy :P). Na wszelki wypadek ustawiliśmy tym razem więcej dzwonków-budzików i przede wszystkim wcześniej położyliśmy się spać – zmęczenie po całodziennej wędrówce dało o sobie znać i padliśmy jeszcze przed 23. Pobudka o 5 rano tym razem się powiodła. Nie mieliśmy okna, więc konieczne było wyjście na zewnątrz, żeby sprawdzić czy jest co oglądać. Niestety, chociaż chmury były znacznie wyżej i widoczność była dobra, to jednak odległej o sto-kilkadziesiąt kilometrów góry nie ujrzeliśmy. Nieco zawiedzony położyłem się dalej spać. Obudziłem się niedługo później, ok. 7:30. Tzn. obudził mnie Jarek, który postanowił od samego rana realizować plan stworzony dzień wcześniej… Czytaj dalej Trip2India – Pechowa Trzynastka

Trip2India – dni 9-12. Trzy szybkie i czwarty grzechu warty!

Dzień 9 – 21.07.2011 – Kalimpong

Drugi dzień w Kalimpong zaczęliśmy dość wcześnie. Wstaliśmy koło 8 rano z ambitnym planem zwiedzenia najpierw odległej, północnej części miasta położonej na wzgórzu, a później zejścia na dół na południe. Po ogarnięciu się w hotelu wyruszyliśmy na poszukiwanie restauracji, w której moglibyśmy zjeść śniadanie. Śniadanie to tutaj słowo kluczowe, ponieważ nie jest zbyt dobrym pomysłem zaczynanie dnia od ostrego chińczyka – może się to skończyć przedwczesną koniecznością powrotu do hotelu. W każdym razie wyruszyliśmy w miasto po 9 rano, ale jak się okazało była to pora zbyt wczesna dla porządniejszej gastronomii – większość restauracji zaczyna pracę dopiero po 10. Ostatecznie zjedliśmy omlety i kanapki w restauracji hotelowej niedaleko głównego rynku (Motor Stand), chyba jedynej otwartej tak „wcześnie”. Czytaj dalej Trip2India – dni 9-12. Trzy szybkie i czwarty grzechu warty!

Trip2India – dni 5-8, czyli Darjeeling time!

Dzień 5 – 17.08.2011 – New Jalpaiguri i Darjeeling – w końcu!!!

10-godzinna przejażdżka pociągiem nocnym w Indiach była dla mnie czymś całkowicie nowym. Generalnie nie przepadam za pociągami w Polsce, a o indyjskich słyszałem tylko tyle, że są cholernie przepełnione i do tego powolne – przez wspomniane wcześniej 10 godzin mieliśmy pokonać ledwie 580 km. Tymczasem okazało się, że kozetki były całkiem wygodne, każda osoba w przedziale miała swoją, było dość czysto i nie śmierdziało. I to nawet w toaletach, które nota bene występują w dwóch „postaciach”: normalnej – indyjskiej (z wielką dziurą) i „western”, czyli naszej – z muszlą klozetową. Gdyby nie fakt, że po Kalkucie miałem głowę pełną przeróżnych myśli i ambiwalentnych odczuć a za poduszkę miał służyć mi plecak, zapewne znakomicie bym się wyspał. Niestety, z 10 godzin podróży ledwie 3 przespałem, ale to i tak lepiej niż dziewczęta, o których wspominałem wcześniej. (Ja też się wybitnie wyspałem. Miałem miejsce przy niezbyt szczelnym oknie, a całą noc padał deszcz… – Jarek) No właśnie – dziewczyny! Czytaj dalej Trip2India – dni 5-8, czyli Darjeeling time!

Trip2India – dzień 3 i 4

Dzień 3 – 15.07.2011 – Wciąż Kalkuta…

Trzeci dzień w Indiach zaczęliśmy po raz kolejny odwiedzając Sikkim House w celu uzyskania zezwolenia na wjazd do regionu Sikkim. Pogoda była wyjątkowo dobra jak na Kalkutę, powiewał chłodny wiatr (około 30*C), czasem mocniej padało, ale zazwyczaj po kwadransie deszcz ustawał. Zezwolenia uzyskaliśmy od ręki – procedura trwała wyjątkowo krótko jak na Indie, ledwie jakieś 10-15 minut. Bardziej zaskoczyła mnie jednak inna rzecz – otóż Sikkimczycy, nominalnie obywatele Indii, do Hindusów nie są ani trochę podobni. Zdecydowanie najbliżej im do Chińczyków, ale mają chyba trochę milsze rysy twarzy. Więcej będę mógł o nich na pewno napisać za jakieś 2 tygodnie :).

Nowe samochody i budynki w ruinie - typowe dla Kalkuty
Nowe samochody i budynki w ruinie - typowe dla Kalkuty

Czytaj dalej Trip2India – dzień 3 i 4

Trip2India – dzień 1 i 2

Jak zauważyliście, niestety nie udało mi się utrzymać pełnej ciągłości w publikacji notek. Przepraszam Was bardzo serdecznie, ale po prostu nie mamy tutaj internetu, pozostają więc nam wyłącznie kafejki internetowe, a po nie zawsze po całym dniu chodzenia po 15-milionowym mieście mamy jeszcze ochotę na kolejny spacer ;). Ale, jak to mawiali nasi wąsaci przodkowie: ad rem!

Poprzednią notkę zakończyłem przed wylotem z Moskwy do Delhi. Był to wtorek, dzień zero. Ze stolicy Rosji wylecieliśmy Airbusem Aeroflotu (lot współorganizowany przez Air India, więc zabierał sporo Hindusów) o 19:25 czasu moskiewskiego. Do przebycia mieliśmy dystans około 2800 mil. Lot był miły, ale mi i tak nie udało się przespać więcej niż godzinę (za to Jarek spał jak suseł, ale o tym dalej). Na pokładzie zjedliśmy wreszcie pierwszy od kilkudziesięciu godzin ciepły posiłek, dostaliśmy kocyki, poza tym mieliśmy do dyspozycji porażającej klasy mini-komputerki, z możliwością obejrzenia filmów (takie interesujące…) czy pogrania w gry (najciekawszą dla mnie był pasjans…).

Czytaj dalej Trip2India – dzień 1 i 2