Richard, It’s Business as Usual

Długo już nic nie pisałem. Prokrastynacja daje mi się ostro we znaki. Przez nią nie mogę wyjść na rower, jechać na grilla poza Warszawę, iść do sklepu (na szczęście jest DHL). Generalnie najchętniej to bym spał. Pod palmami. Nad lazurowym oceanem. A z głośników jakiegoś podręcznego odtwarzacza, najlepiej zasilanego ogniwami słonecznymi, powinna sączyć się muzyka – i to nie “jakaś” tylko bardzo konkretna.

Witaj w moich marzeniach

The Beach Original Soundtrack. Jedna z najlepszych kompilacji, jakie w życiu słyszałem.

To właśnie z “Niebiańskiej plaży”, bo tak misternie przetłumaczyli nasi rodzimi “tłómacze” tytuł The Beach, pochodzi kawałek Snakeblood, od którego nazwę otrzymał mój homepage. To właśnie z tego filmu pochodzi kadr, który posłużył mi za logo. I wreszcie, to ten film wlał we mnie miłość do chilloutu – głównie za sprawą rewelacyjnej ścieżki dźwiękowej. Soundtrack zawiera w sobie m.in. takie “hity” (strasznie nie lubię tego słowa, kojarzy mi się z radiem wiEśKA ;d) jak All Saints – Pure Shores, Moby – Porcelain czy Angelo Badalamenti / Orbital – Beached (main theme). Jednak jego najsilniejszą stroną nie są te radiowe przeboje, ale kawałki rewelacyjnie “wypełniające ciszę”. Taka właśnie jest piosenka mistrzowskiego jak zawsze Faithless – Woozy. I”m woozy… jak to do mnie idealnie pasuje ;-). Kocham chilloutować się w łóżku przy leniwej muzyce. Taka to natura lenia… e, prokrastynatora, chciałem powiedzieć :-D.

Nie ukrywam, że moim marzeniem jest wyjazd do Tajlandii, na jakąś małą, cichą i piękną wysepkę (może być Ko Phi Phi Lee – to ta na zdjęciu powyżej). Może za rok?

Trust me, it”s paradise. This is where the hungry come to feed. For mine is a generation that circles the globe and searches for something we haven”t tried before. So never refuse an invitation, never resist the unfamiliar, never fail to be polite and never outstay the welcome. Just keep your mind open and suck in the experience. And if it hurts, you know what? It”s probably worth it.

Podziel się!